A gdzie miejsce dla Jezusa?

O. Jarosław Pakuła OFMConv

Obraz dla artykułu: A gdzie miejsce dla Jezusa?

Święta Bożego Narodzenia przybliżają nas do prawdy o bliskości Boga. Syn Boży, który jest Jednorodzonym Synem Ojca, stał się dla nas Bogiem – Człowiekiem, Synem Maryi Dziewicy. Stał się podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu. Bliski Bóg pragnący wkroczyć w rzeczywistość mojego życia po to, aby przynieść wyzwalającą mnie prawdę o Jego miłości do mnie. Czy jeszcze jednak w naszych uszach rozbrzmiewają słowa aniołów: „I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: «Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania»” (Łk 2,14).

Odnosi się wrażenie, że współcześnie dokonano zamachu na istotę chrześcijańskiej treści i sposobu przeżywania świąt Bożego Narodzenia. Z pewnością zauważamy, jak szybko między innymi w supermarketach i galeriach handlowych już na początku listopada pojawiają się choinki, lampki, prezenty i mikołaje. Wszystko nam mówi o tym, że zbliżają się święta. Trudno jednak dostrzec, o jakich świętach mówimy. I towarzyszy nam wszędobylskie hasło: promocja – pamiętaj o prezencie dla swoich bliskich. I owszem, dajemy prezenty, tylko czy wiemy dlaczego? Chcemy podzielić się radością. Prawda, z czego jednak wynika ta radość? Z tego, że możemy się spotkać. Zobaczyć najbliższych po dłuższym czasie nieobecności. Nagle okazuje się, że wpadamy w szał świątecznych przygotowań, planujemy wydatki, organizujemy spotkania. Wszystko dlatego, że będą święta. A gdy przychodzi ten wyczekiwany czas, stwierdzamy zrealizowanie swojego planu związanego z przygotowaniem – jednak okazuje się tak często, że to, z czym pozostajemy, to nasze zmęczenie lub poczucie niezadowolenia z tych, których na swój sposób chcieliśmy ugościć, a oni okazali się niewdzięczni. I jedyne, co w sercu pozostaje – to pustka i frustracja. W jaki sposób pomóc współczesnemu człowiekowi odnaleźć istotę świąt Bożego Narodzenia? W moim przekonaniu nie ma innej drogi niż przeżycie spotkania z Jezusem. Zarezerwowania sobie czasu dla Tego, który przychodzi. Potrafimy wyznaczyć sobie czas na realizację przygotowań związanych ze świętami. Wydawać by się mogło, że wraz z kolejnymi latami naszego życia nabieramy takiej wprawy, która umożliwia nam szybsze poradzenie sobie z przygotowaniami. Winniśmy mieć więcej czasu dla siebie i innych. Chcemy go mieć więcej. A czy chcemy go mieć więcej dla przychodzącego na świat Jezusa?

Zacznijmy od początku, wczytując się w ewangeliczny opis narodzenia Jezusa zapisany przez św. Łukasza. Przekonujemy się o tym, że w żaden sposób dla Maryi i Józefa narodziny Jezusa w Betlejem nie były czymś, co przez nich zostało zaplanowane. Udali się przecież po to, by wypełnić nakaz związany ze spisem ludności. I dalej wiemy, co się wydarzyło: Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. „Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,6-7).
Przebywali w rodzinnym mieście Józefa i mimo to nie znalazło się miejsce, które godne byłoby Boga. I to malutkie podupadłe miasteczko Betlejem, z blasku którego pozostało tylko stwierdzenie, że było królewskim miastem rodu Dawida i pamięć o proroctwie Micheasza: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności” (Mi 5,1). Subtelnie w swoim opisie oddaje to św. Łukasz: „położyła Go w żłobie”. Syn Boży przyszedł na świat gdzieś na peryferiach miasteczka w stajni – miejscu przeznaczonym dla schronienia zwierząt, a nie ludzi. W żaden sposób owa lokalizacja nie spełnia podstawowych i minimalnych wymogów związanych z narodzinami. Za każdym razem, gdy odczytywany jest powyższy fragment Ewangelii, w moim sercu pojawia się pytanie: co czułaś wtedy, Maryjo? Twoje dziecko, o którym wiedziałaś, kim jest, przychodzi na świat w warunkach niegodnych człowieka, a co dopiero Boga. Zgodziłaś się jednak na to – nie miałaś innego wyjścia. Czy już wiedziałaś, że jak wtedy tak i dzisiaj będą ludzie, którzy nie przyjmą Twojego Syna? Jakże przejmująco brzmią w moich uszach słowa kolędy: „Nie było miejsca dla Ciebie w Betlejem w żadnej gospodzie i narodziłeś się, Jezu, w stajni, w ubóstwie i chłodzie.”

Jakże odległe od warunków Twojego narodzenia, Jezu, jest nasze świętowanie, pełne suto zastawionych stołów, dekoracji spójnych z najnowszymi trendami mody: motywów z gwiazdkami, płatkami śniegu, rozbawionych twarzy Mikołaja, reniferów i sterylnych mieszkań pachnących: piernikiem, goździkami, cynamonem, pomarańczami i zielonymi gałązkami świerku. Gdzie w takich warunkach znaleźć miejsca dla narodzonego dziecka owiniętego w pieluszki i położonego w żłobie? W moim sercu, które często nie przypomina w żaden sposób tych przygotowanych pięknie świąt? Niestety nie! Często przez niewierności, słabości i grzechy bliżej mu do brudnego i twardego żłoba. Jednak w tym stwierdzeniu jest pocieszająca wiadomość – przecież On właśnie nie wybrał innego miejsca na narodziny, jak ów twardy i brudny żłób. Jak sprawić, żeby On się narodził we mnie? Po raz kolejny trzeba odwołać się do słów Ewangelii św. Łukasza, tam czytamy o pasterzach, którzy wykonywali swoją pracę. Została ona przerwana przez zastępy aniołów, którzy im jako pierwszym objawili radosną nowinę o narodzinach Mesjasza: „Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”. (Łk 2,11-13). Opierając się w dalszym ciągu na ewangelicznym opisie, trzeba pójść śladem bohaterów: „Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: «Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił». Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali” (Łk 2,15-18).

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”