Odpowiadam miłością jak potrafię

O. Ignacy Kosmana OFMConv

Obraz dla artykułu: Błogosławiony mąż?

„Błogosławiony mąż, który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników i nie siada w kole szyderców, lecz ma upodobanie w Prawie Jahwe” (Ps 1,1).

Termin mąż (łac. vir) oznacza tu nie tylko małżonka (łac. maritus), lecz w ogóle mężczyznę − osobę godną tego imienia, szanowaną w domu i poza domem. Człowiek pisany wielką literą. To nie jakiś tam facet albo − pożal się Boże! − partner kobiety. Nie. To głowa rodziny. Ojciec dzieciom i mąż kobiety. Mąż, a nie ożeniony facet (frajer?). Ktoś w rodzaju męża stanu. Domowy autorytet. Pojawia się wszak pewien problem. To problem współczesnego świata. Czy kobiety potrzebują takiego męża, czy raczej właśnie − partnera, faceta, czy wręcz frajera? Mąż − brzmi dumnie. Ale z tej „dumy” wypływają pewne obowiązki i postawy. „Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej” − radzi św. Paweł, ale też podkreśla: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową rodziny, jak i Chrystus − Głową Kościoła”. I dodaje − „we wszystkim” − podkreśla (Ef 5,22.24).

Gdzie jednak znaleźć takiego męża, który przypominałby Pana i wymagał podobnego posłuszeństwa? Niestety, w obecnych czasach coraz mniej jest mężów, coraz więcej zaś facetów, idolów, celebrytów. Ci nie potrafią unieść autorytetu głowy rodziny, ani też być głową samego siebie. Celebryta to osoba, która jest znana z tego, że jest znana. I nic więcej nie ma do zaoferowania. Najczęściej ich użyteczność sprowadza się do dostarczania pieniędzy, „bywania” w TV, wypowiadania się na tematy, w których zwykle jest ignorantem, pozowania do kamer i zajmowania okładek swoim wizerunkiem.

Na takim facecie nie można wybudować domu, bo jest on jak piasek. Owszem, piasek to też skała, ale nie o takiej skale mówi Ewangelia. Roger od kilku lat pracuje w Warszawie. Dojeżdża spod warszawskiej miejscowości. Odległość − około 50 km. Wyjeżdża rankiem, wraca późnym wieczorem. Wraca bez entuzjazmu. W domu żona Jadwiga wychowuje trójkę chłopaków − dwóch już dorosłych, Stefana i Bartosza, oraz małoletniego Feliksa. Stefan studiuje, Bartosz jest w klasie maturalnej. W wieku 40 lat Jadwiga urodziła dziewczynkę. Ma niecałe dwa lata.
Wszystkie obowiązki w prowadzeniu domu spadają na Jadwigę, która – jak sama się zwierza − nie może sobie z nimi poradzić, fizycznie i psychicznie.

Mąż wraca zmęczony i spełniony. Zabezpiecza byt rodziny finansowo. Skoro przynosi kasę do domu, nie musi − tak uważa − angażować się w domowe drobiazgi, typu: przynieś, wynieś, pozamiataj.

To nie jest odosobniony przypadek. Takich etatowych mężów i tatusiów jest dość sporo. Przyjmują w rodzinie funkcję parkingowego. Parkują najczęściej nocą.

Z domowego parkingu wygania ich ranek, przygania wieczór. Tak naprawdę znają tylko to jedno miejsce w domu, i to bardzo powierzchownie, wszak trudno o zmroku bliżej poznać alkowę, kuchnię, pokoje dzieci czy podwórko. Te miejsca są puste. Wypełniają je równie puste pragnienia i nocne niepokoje. W tej późno wieczorowej pustce łatwiej i prościej jest żyć. Nie widać „dziur”, które należałoby jakoś załatać w swoim życiu i w swojej rodzinie. Dziurawy dom. Dziurawe małżeństwo. Dziurawa rodzina. Co począć z takim stanem rzeczy? Zaakceptować? Przecierpieć? Przepłakać? Pytania proste. Odpowiedzi trudne i niejednoznaczne. Często dramatyczne. Bywa i tak, że te „dziury” zapycha się gadżetami: bukietem róż, tanim winem. Jest miło. Poetycznie. A nawet upojnie. Przez chwilę. Po nocy powrót do rzeczywistości. Prozy życia. Te same dziurawe drogi. Te same nieporozumienia. Jedyny „zysk” po tej nocy, to powiększenie własnej kolekcji wrażeń i przyjemności.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”