Odpowiadam miłością jak potrafię

Katarzyna Łaniewska

Obraz dla artykułu: Bóg, Honor i Ojczyzna

Jedynym miejscem, gdzie można było mówić prawdę, był Kościół? O Bogu, Ojczyźnie i pozornie wolnej Polsce z Katarzyną Łaniewską, wybitną polską aktorką, rozmawia o. Zbigniew Deryło

Kiedy można mówić o Pani powrocie do Boga?

To nie był do końca mój całkowity powrót do Boga, bo do kościoła chodziłam, w stanie wojennym nawet dość często i w zasadzie nigdy nie przestałam wierzyć. O pewnym przełomie można mówić, gdy ks. Jerzy Popiełuszko zaprosił aktorów, a między innymi mnie i Krystynę Kwasowską na Mszę świętą za Ojczyznę. To było coś tak wielkiego. To było swego rodzaju posłannictwo. Połączone oczywiście z pełną odpowiedzialnością. Na przykład, za pierwszy mój udział w Mszy świętej za Ojczyznę spalono mi samochód. Tak chciano mi przeszkodzić, a moich kolegów nawet zastraszano, żeby nie uczestniczyli w tych Mszach. Koledzy na szczęście się nie przestraszyli i było nas wtedy przy Kościele bardzo dużo. I to był taki moment, w którym nastąpił pewien zwrot. Zrozumieliśmy, że te talenty nam dane i zadane chcemy realizować także poza Mszami i potem po zamordowaniu ks. Jerzego, uczestniczyłam we wszystkich uroczystościach, które były.

Gdzie zaczęliście realizować swoje talenty i w jaki sposób?

Miałam taką ekipę z Krystyną Kwasowską i z muzykiem, w zależności od tego, gdzie to się odbywało. Czy na przykład w Katedrze Wawelskiej, czy w prywatnych domach, czy w kościołach. Miałyśmy wspaniałego organistę, Mariana Sawę, oraz pianistę, Mikołaja Hertela i gitarzystę, Darka Zawadzkiego. Programów mieliśmy kilkanaście na różne tematy i jakoś tak Bóg dawał, że można było znaleźć poezję do tego. Marian Sawa tworzył muzykę do wierszy dla Krystyny. I tak wystąpiliśmy w 460 miejscach. I wtedy dla mnie Kościół był niezwykle ważnym obowiązkiem jako wierzącej katoliczki. Był przede wszystkim miejscem mówienia prawdy. Wtedy ludzie przychodzili, nie żeby móc posłuchać po cichu, gdzieś chyłkiem Wolnej Europy czy BBC, ale dobrej poezji, czegoś, co wtedy było w tak zwanych środkach masowego przekazu całkowicie zabronione. To było naczelnym hasłem dla nas: mówienie prawdy. I ta poezja to była właśnie oparta na zasadach: Bóg, Honor i Ojczyzna.

A co gdy Polska stała się wolna?

No jak przyszła ta niby wolna Polska, mnóstwo osób od Kościoła odeszło, jakby przestał być im potrzebny. Ja w tym Kościele zostałam. Byłam w Kościele ochrzczona, Komunię Świętą zresztą przyjmowałam w czasie okupacji. Przeżyłam tutaj powstanie warszawskie. Niemcy nie pozwalali, żeby Pierwsze Komunie były urządzane uroczyście. Ja przyjmowałam pierwszą Komunię Świetą naprzeciw kościoła na ul. Mokotowskiej. Tam była taka sala kościelna Teatru Współczesnego i tam w tej kaplicy na obecnej scenie przyjmowałam Pierwszą Komunię. I zawsze się śmieję, że może to był jakiś znak od Boga, gdzie będę pracowała. Przyjęłam także sakrament bierzmowania w kościele św. Michała.

A jak wspomina Pani dom rodzinny?

Mój dom rodzinny to dom spółdzielców. Mój ojciec w czasach swojej młodości był legionistą. Z tej wojny powrócił. Rodzice wywodzą się z miasta Łodzi. Mama kończyła handlówkę. I u mnie w sypialni na wsi wisi obrazek z Pierwszej Komunii mojej mamy. Pod tym obrazkiem podpisany jest ksiądz, który ją przygotowywał w szkole u pani Ligenzównej.

Kim dla Pani jest Matka Boża?

Zawsze mówię, że Matka Boża jest Królową Polski, jest kimś, kto na pewno dba o swoje królestwo. Modlę się słowami św. Jana Pawła II: „Tobie oddaję wszystkie owoce mego życia i posługi, Tobie zawierzam losy Kościoła, Tobie polecam mój naród, Tobie ufam i Tobie raz jeszcze wyznaję Totus Tuus, Maria, Totus Tuus. Amen”. Proszę przez to Matkę Bożą, żeby wraz ze wszystkimi polskimi świętymi: św. Stanisławem Kostką, Andrzejem Bobolą, Maksymilianem Kolbem, św. Faustyną i św. Jadwigą sprawiła, żeby Polska w skrócie mówiąc była Polską, żeby właśnie te słowa: Bóg, Honor i Ojczyzna to były legitymacją naszej polskości, naszej Ojczyzny, naszej wiary.

Czy jest ktoś taki oprócz bł. ks. Jerzego Popiełuszki, kto był dla Pani wzorem patrioty, człowieka walczącego o prawdę?

Tak. Mój ojciec Józef Łaniewski, spółdzielca, który 11 listopada 1940 roku został zabrany z domu od nas, ja bardzo dobrze to pamiętam. Gestapo przyjechało, mógł uciekać jeszcze, ale nie chciał narażać rodziny. Po wielu, wielu latach ja się dowiedziałam, że ojciec było oficerem „dwójki”, czyli tak zwanego wywiadu w Wojsku Polskim. Dlatego nie kazano mu iść do obozu, tylko żeby został tutaj pewnie pod przykryciem pracy w Społem. Spełniał pewnie swoje jakieś zadania, które były mu dane. Został aresztowany, ponieważ był ważną osobą w ruchu spółdzielczym. Mama mi oczywiście o tym opowiadała z relacji świadków, że w paczkarni, tam gdzie przychodziły paczki, Niemcy wyjmowali jakiś tam boczek czy coś, a zostawiali cebulę. Tata powiedział, że to jest dla adresata. No i szybko został odstawiony do Oświęcimia. I to wszystko robili Niemcy, nie naziści. Ja byłam dzieckiem. W ogóle słów: nazizm, hitleryzm nie używano. To wszystko robili Niemcy.

Czy razem z Pani ojcem był w obozie także Ojciec Maksymilian?

Z tego, co mi się wydaje, tak. W marcu 1942 roku przyszło zawiadomienie, że ojciec nie żyje, podobno zmarł na zapalenie płuc. Niemcy byli wtedy na tyle jeszcze skrupulatni, że przysyłali różne rzeczy, które były z ojcem w obozie. Przysłali taką grubą piżamę, której oczywiście tam nie używał, papierośnicę i maskotkę – taką małpkę, bo przed wojną mój tata miał samochód i to była taka maskotka, którą mama mu włożyła, pakując go w czasie aresztowania. I ja tę małpkę z tego samochodu, tę maskotkę mam do tej pory, to jest taka jakaś moja świętość, co mi pozostała po ojcu.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”