Boziulka dała jej zdrowie

OPRACOWAŁ O. ROBERT M. STACHOWIAK OFMCONV

Obraz dla artykułu: Boziulka dała jej zdrowie

W niepokalanowskim archiwum znalazłem kolejne świadectwo wstawiennictwa Ojca Maksymiliana…

Początek ciężkiej choroby

Oznajmiam, że córka moja Krystyna, lat pięć, w pierwszych dniach maja 1947 roku była bardzo chorą, że ja przeżywszy lat 30 jeszcze tak chorego człowieka nie widziałam. W trzeciej części kwietnia 1947 roku owe dziecko zaczęło nam chorować.

Początki były dość łagodne, więc udaliśmy się do doktor J. Laskowskiej w Mławie, która to oznajmiła, że córka jest chorą na zapalenie oskrzeli i kazała być cierpliwą na kilka dni, a choroba minie. Po pierwszym spożyciu lekarstwa dziecko stało się gorzej chore, więc udaliśmy się z powrotem do tego samego lekarza o radę i tym razem zostaliśmy powiadomieni, że uczepił się lekki tyfus i znów mamy być cierpliwi.

Tego samego dnia udaliśmy się do drugiego lekarza w Mławie, doktor Reincharol, która po zbadaniu chorej oznajmiła, że jest zapalenie jednego płuca, przepisując świeże lekarstwo. I tak w kółko a dziecko przy gorączce 41,4 stopnia staje się nieprzytomne. Wówczas żona udała się o radę do Sióstr Miłosierdzia w szpitalu zakaźnym w Mławie Wólce, które poleciły natychmiast przewieźć chorą do szpitala.

Szturm do Nieba

Był to koniec kwietnia, drugi tydzień choroby dziecka, kiedyśmy odwozili dziecko przy potężnej gorączce konające do szpitala. Z chwilą złożenia dziecka przybył natychmiast opiekun szpitala dr Henryk Bober i po zbadaniu oświadczył, że dziecko ma silny tyfus i zapalenie płuc i jest po prostu między Bogiem
a ziemią i powiedział, że będziemy ratować, ale to już wątpliwe, co będzie.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”