Boży sposób na cierpienie

S. Anna M. Pudełko AP

Obraz dla artykułu: Boży sposób na cierpienie

Cierpienie to rzeczywistość tajemnicza i bolesna, przed którą naturalnie się wzdrygamy, której unikamy i przed którą uciekamy.

Bóg nie stworzył cierpienia ani go nie chce dla żadnego z nas. Cierpienie weszło na świat jako jedna z konsekwencji grzechu. I tak do nas dociera, zawinione czy zupełnie niewinne jest często skutkiem błędów ludzkich, złych wyborów, grzechu, wypadków losowych, przyczyn od nas niezależnych (np. kataklizmy…).

Cierpienie samo w sobie jest bezsensowne. Ponieważ jednak dotyczy życia każdego człowieka we wszystkich jego wymiarach: fizycznym, psychicznym, duchowym, Jezus, przychodząc na świat, wziął na siebie nasze cierpienia, aby pokazać nam, jak przeżywać cierpienie, aby nie stracić godności i nadać mu sens oraz wartość zbawczą. O Nim mówi prorok Izajasz: „On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści… On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53,4-5).
Cierpienie stawia nas w sytuacji bezradności, lęku, smutku, wielkiej samotności. Doświadczył go także Jezus w ciągu całego swojego życia, a szczególnie podczas męki. Jak Jezus przygotowuje się do podjęcia cierpienia? Widzimy to podczas Jego modlitwy w Ogrójcu. (por. Mk 14,32-41).
Zabiera ze sobą do Ogrójca apostołów. Wybiera trzech spośród nich: Piotra, Jakuba i Jana, i wtedy: „począł drżeć, i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!»” (Mk 14,33-34).

Jezus wobec nadchodzącej męki odczuwa trwogę, lęk, cierpienie, samotność. Nie udaje jednak superbohatera, który sobie ze wszystkim radzi. Rozmawia o tym ze swoim Ojcem na modlitwie, prosi Go, aby oddalił od Niego to cierpienie, jest jednak cały gotowy i otwarty na przyjęcie woli Ojca.

Prosi także swoich przyjaciół, aby byli blisko Niego, aby wspierali Go swoim czuwaniem na modlitwie. Mówi im o swoich uczuciach smutku i lęku. Pokazuje im swoją bezradność i trwogę, tak wielką, że jak pisze św. Łukasz: „Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię” (Łk 22,44). Możemy sobie wyobrazić przerażenie i zagubienie uczniów Jezusa. Zawsze widzieli swojego Mistrza pełnego mocy, jak uzdrawiał, uwalniał od demonów, wskrzeszał, głosił słowo z mocą. A teraz jest nie do rozpoznania. Nie wiedzą, co uczynić i uciekają w lęk
i sen. Pozostawiają Jezusa samego… „Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać?” (Mk 14,37).

Czy i my nie jesteśmy podobni do Piotra, Jakuba i Jana? Kiedy stajemy wobec człowieka cierpiącego, nie wiemy, co powiedzieć, jak go wesprzeć, czasami każde słowo wydaje się nam tanim pocieszeniem. Wtedy chciałoby się uciec wobec własnej bezradności w obliczu cierpienia drugiej osoby. Jednak w tych właśnie momentach najważniejsze jest być razem, bez zbędnych słów. Otarcie łez, potrzymanie za rękę, przytulenie, wspólna modlitwa, wysłuchanie, czy po prostu milczenie razem są bezcennym darem!

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”