Choroba. Przeklinać czy błogosławić?

Damian Krawczykowski

Obraz dla artykułu: Choroba. Przeklinać czy błogosławić?

Jakie to musi być uczucie, gdy w momencie porodu, tak bardzo oczekiwane przez rodziców dziecko, przychodzi na świat pozbawione rąk i nóg? Wcześniejsze diagnozy nic nie wskazywały, maluch miał przywitać świat cały i zdrowy. W domu już pełny zapas ubranek dla niemowlaka, spodenki, sweterki, każde z nich z rękawkami i nogawkami. Nikt nie przypuszczał, że noworodek nie będzie miał jak złapać kolorowych zabawek, które sprezentowali mu rodzice. Co się stało? Jak? Dlaczego? Nie mamy pojęcia, co mogą czuć rodzice w takich chwilach, wiedzą to za to doskonale,
rodzice Nicka Vujicica.

Nick to człowiek, który urodził się bez rąk i nóg i w początkowych latach życia to mu nie przeszkadzało, nie zwracał uwagi na swoje braki. Jednak gdy bieg życia dotarł do linii startu szkolnych lat, nie sposób było nie zauważyć, że różni się fizycznie od swoich rówieśników. Dalej lata dojrzewania, gdy kolej życia zaczyna przewozić coraz większe pokłady trudności, przyszło to, co czyha na każdego z nas, zniechęcenie i załamanie, które skutkuje brakiem sił do życia.
Nick popadł w bardzo zły stan psychiczny. Załamanie i brak akceptacji siebie opierały się głównie na posądzaniu Boga o swoją beznadziejną sytuację. Nieudana próba samobójcza, stała się szokiem dla wszystkich bliskich chłopca.

Jednak na pewnym etapie swojej młodości, cierpiący nastolatek trafił na fragment Pisma Świętego, który całkowicie odmienił jego spojrzenie na własne cierpienie, na swoje niedostatki.
„Przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże” (J 9, 1-3).

Niejeden, który spojrzy na aktualne zdjęcia Nicka, musi przecierać oczy ze zdumienia. Nick ma dziś 35 lat, kochającą, piękną żonę i czworo dzieci, jest praktycznie zupełnie samodzielny, prowadzi firmę i jeździ po całym świecie, z radością opowiadając o tym, jak Bóg jest dobry. Brzmi jak ciekawy scenariusz zmyślonego filmu? Nic z tych rzeczy, ten film, to rzeczywistość człowieka, który zrozumiał istotę swoich niedostatków i zamiast narzekać na to, czego nie ma, zaczął dziękować Stwórcy za dary, którymi go obdarował.

W dzisiejszych czasach, gdy Msze św. o uzdrowienie stają się niemalże codziennością, gdy raz po raz kolejne osoby odzyskują zdrowie, są dotykane mocą Ducha Świętego, wstają z wózków inwalidzkich, odzyskują wzrok, zaczynają znów słyszeć, osoba, która nie otrzymuje łaski uzdrowienia, może czuć się w jakiś sposób pominięta. Jednak jak pokazuje przykład opisywanego Nicka Vujicica, przeżywanie naszego cierpienia może stać się wielkim błogosławieństwem, poprzez które wiele osób ma szansę poznać Jezusa, zrozumieć istotę swoich braków, ale także poprzez które nasze serca mogą zyskać wielki rozwój miłości.

Twoja choroba nie musi być dla ciebie przekleństwem. I choć owszem masz prawo prosić Pana o uzdrowienie, i wręcz powinieneś to robić, jednak gdy ono nie przychodzi, zacznij szukać sensu głębiej, w istocie swojej choroby. Bóg nie zsyła cierpienia i problemów, ale może je wykorzystać. Choroba może zadziałać podobnie jak tzw. pastuch, chroniący owce na polanie, na której się pasą.
Ostatnio bardzo zaciekawiła mnie historia dwójki niezwykłych osób – Kasi i Maćka. Od sześciu lat kochające się małżeństwo. Oboje z uśmiechem na ustach. Ona z czymś jeszcze. Z rakiem, którego zdiagnozowano pod koniec drugiej ciąży. Choroba, która prowadzi do nieuchronnej śmierci, nie była w tym przypadku po prostu chorobą, którą zakończyła śmierć. Niesamowitym w tej historii jest fakt jej przyjęcia przez małżonków. Mogli się załamać, użalać i obwiniać cały świat. Jednak, choć nie było to wcale łatwe, postanowili przez to przejść z wdzięcznością Bogu, za każdy kolejny dzień, którym ich obdarzył. Maciek, mąż Kasi, w jednym z wywiadów zaznacza:
„Gdy spojrzymy na tę historię z szerszej perspektywy, to nagle okazuje się, że świadectwo Kasi, jej przechodzenie przez chorobę, rozmowy z różnymi ludźmi dowodzą, że Bóg ze zła jej choroby i śmierci wyprowadził dobro. Bez tej choroby nie byłoby naszej przemiany duchowej, zbliżenia się do Boga. A jeśli śmierć Kasi sprawiła, że choć jedna osoba nawróciła się do Boga, to było warto, to miało większe znaczenie, niż moja radość z jej obecności tu ze mną”.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”