„Dwie Korony”.
Fenomen życia Maksymiliana

O. PIOTR SOCHA OFMCONV

Obraz dla artykułu: „Dwie Korony”.<br />Fenomen życia Maksymiliana

Z MICHAŁEM KONRADEM ROZMAWIA O. PIOTR SOCHA OFMCONV

Gdy rozmawiałem z panem Michałem Konradem w listopadzie ubiegłego roku film był już prawie gotowy. Brakowało wtedy kilku scen, które na początku grudnia ekipa dograła w Rzymie. Byłem świadkiem kręcenia scen w Niepokalanowie. Zapoznałem się z ekipą filmową poznałem kilku aktorów.

O. Piotr Socha:
Czy Niepokalanów, w którym kręciliście w większości sceny z Auschwitz wywarł na ekipie duże wrażenie, jak to jest znaleźć się za klauzurą klasztoru, w którym żył św. Maksymilian?

Michał Konrad:
Zdjęcia w Niepokalanowie były bardzo udane. Wyraźnie odczuwało się ducha św. Maksymiliana. Pomagało nam wielu braci. Wielu wzięło udział w zdjęciach. Widać było, że jest to dla nich duże przeżycie. W niektórych scenach brała też udział młodzież mieszkająca w pobliżu Niepokalanowa, a także bracia klerycy z seminarium franciszkańskiego. Film zawiera też sceny dokumentalne.

O. Piotr Socha:
Rozmowy z naocznymi świadkami życia św. Maksymiliana. Której z takich rozmów nie da się zapomnieć?

Michał Konrad:
Na pewno nie zapomnę spotkania z panem Kazimierzem Piechowskim. Spotkał on św. Maksymiliana osobiście. Pracował on przy wywożeniu zwłok. Zasłynął spektakularną ucieczką z obozu. Wraz z kilkoma więźniami przebrani w niemieckie mundury wyjechali przez główną bramę samochodem komendanta. To właśnie Kazimierz Piechowski opowiada scenę, gdy już bardzo załamany psychicznie pracą przy wywożeniu zwłok, słyszy od o. Maksymiliana słowa: „Pamiętaj, nadzieja”. Te słowa wlały w jego serce tak wielka nadzieję, że przetrwał on obóz i był zdolny do tak niewiarygodnej ucieczki.

O. Piotr Socha:
Kazimierz Piechowski twierdzi, że Maksymilian uratował dużo osób w Auschwitz.

Michał Konrad:
Tak to prawda. Za nim oddał życie za Franciszka Gajowniczka wielu ludzi uratował od „pójścia na druty”, od samobójstwa. Dużo spowiadał, dzielił się racjami żywnościowymi, mimo, że były bardzo znikome. Bronił osób, które ukradły chleb z głodu. Wstawiał się za nich. Potwierdzeniem tych wydarzeń i roli Maksymiliana w Auschwitz są tez „Klisze pamięci”, które widzieliśmy w Harmężach. Ojciec Kolbe jest tam jak światłość Boża. Bóg objawiający się w obozie w jego postaci. Tam też wyraźnie widać, że Maksymilian bierze autora tej wystawy, Mariana Kołodzieja, byłego więźnia KL Auschwitz i jakby wynosi, uwalnia go z obozu.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”