Matka Boża była dla mnie abstrakcją

Z Magdaleną Kutą rozmawia o. Zbigniew Deryło

Czy są w Pani życiu szczególnie wymowne doświadczenia Boga?

Przede wszystkim Bóg jest moim Przyjacielem. Przez połowę życia traktowałam Pana Boga jako mojego wroga. Wierzyłam w Niego, ale uważałam, że On tylko czeka na moje potknięcie, aby mnie ukarać i nie chce „mojego szczęścia”. Oczywiście chodziło o moje wyobrażenie szczęścia. Bo ja sobie obmyśliłam plan na moje życie, nie spodziewając się niczego od Niego. A On pozwolił mi zrealizować ten plan, co do joty! Kiedy znalazłam się na dnie, kiedy umierałam ze strachu o swoją i mojego dziecka przyszłość, kiedy poczułam, że jestem kompletnie bezradna, ze mój plan na życie doprowadził mnie do jakiejś nędzy duchowej, zatęskniłam za spokojem, który dawało mi codzienne przystępowanie do Komunii Świętej. Tak zaczął się mój powrót do Kościoła? A Bóg mi to umożliwił – otwierając przede mną coraz to nowe perspektywy. Sam zabiegał o moje zaufanie. Tylko czekał, abym Mu na to pozwoliła. To była niezwykła droga, pełna cudów! Dziś zwracam się do Niego we wszystkim. Z każdą decyzją. Każde zdarzenie ofiarowuję Jemu, prosząc, by to On wszystkim kierował. I choć wiem, że moja wiara jest bardzo krucha, to nigdy nie miałam tak mocnego przekonania, że Bóg jest moim Przyjacielem. On nigdy nie zawodzi i nie zwodzi. W każdej sekundzie otacza mnie swoją miłością.

Wspomniała Pani kiedyś o abstrakcyjnym podejściu do Maryi?

Już, jako dziecko odmawiałam Różaniec. Ale Matka Boska była dla mnie zawsze dość abstrakcyjna. I mimo że wiele razy czuwałam całe noce na Jasnej Górze, przed obrazem Matki Boskiej, to nie zmniejszał się ten dystans. Nie zmieniło tego też 10 pieszych pielgrzymek na Jasną Górę! Ale Pan Bóg działa przez zdarzenia. Najpierw były różne lektury o Matce Bożej. Później zaczęły się prośby bezpośrednio do Niej o wstawiennictwo. Widziałam tego owoce!
I choć dziś Matka Boża ciągle jest jakby za zasłoną, to zdałam sobie sprawę, że przecież Ona taka jest! Zawsze stojąca za swoim Synem. Ta świadomość pozwoliła mi zwracać się do Niej przed każdą Komunią Świętą, aby napełniała moje serce swoją miłością do Syna, aby to Ona przyjmowała Go w moim sercu – Ona Niepokalana! Aby, tak jak stajnię uczyniła świątynią Boga, czyniła to również z moim sercem, bo ono jest prawdziwą stajnią. Prosząc Boga w różnych intencjach, wołam do Maryi i św. Józefa o wstawiennictwo. Jej ofiarowuję każdego człowieka, którego Bóg stawia na mojej drodze czy to w życiu osobistym, czy zawodowym.

Może kilka słów o swojej drodze w Kościele?

Od dziecka codziennie uczestniczyłam we Mszy św. Codziennie przystępowałam do Komunii Świętej. Ale to właśnie w Kościele spotkałam ludzi, którzy mnie bardzo mocno skrzywdzili. To było powodem, że jako młoda osoba oddaliłam się bardzo od Pana Boga. Kiedy jednak urodziłam Tomka, bardzo silnie odczułam, że jedyne, co mogę mu dać, to to, co sama otrzymałam od moich Rodziców – wiarę. Ale też czułam, że to nie mogą być tylko słowa o Bogu. Mam to poprzeć własnym życiem. Poza tym, jak mówiłam – czułam ogromną tęsknotę za tym pokojem, który przynosi przyjmowanie Ciała Chrystusowego. Był to proces, w którym Chrystus mnie leczył, pozwolił wybaczyć. A ja doświadczałam Jego ogromnej miłości. Dziś, jeśli tyko pozwoli mi zdrowie, a lenistwo mną nie włada, prawie codziennie przyjmuję Chrystusa do mojego serca. Jestem na Drodze Neokatechumenalnej, więc codziennie czytam Pismo Święte i nie przestaję się dziwić, jak Bóg – mocą Słowa i swojego Ciała – przemienia to moje harde, kamienne serce. To zdumienie cały czas trwa.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”