Matka Boża Pocieszenia „Niekoronowanego Króla Polski”

O. Rafał Maria Antoszczuk OFMConv

Obraz dla artykułu: Matka Boża Pocieszenia „Niekoronowanego Króla Polski”

Jest w kościele Franciszkanów w Sanoku niezwykły wizerunek Matki Bożej, z którym związany jest Niekoronowany Król Polski Czcigodny sługa Boży ks. Stefan kard. Wyszyński.

Obraz Matki Bożej Pocieszenia umieszczony jest w jednym z bocznych ołtarzy świątyni. Każdego, kto na niego patrzy, zadziwia niezwykłą ckliwością. Oto Najświętsza Maryja Panna pochyla się i trzymając złożone ręce, adoruje śpiące Dzieciątko Jezus. Obraz pochodzi z 1698 roku i ozdobiony został srebrno-złotą sukienką pochodzącą z roku 1700. Przez wieki wierni sanoczanie ofiarowywali Matce Bożej różne wota w podziękowaniu za otrzymane łaski. Pośród nich znajdują się odznaczenia, franciszkanina o. Andrzeja Deptucha (zm. 1 listopada 2015). Są nimi: Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, który otrzymał za wybitne zasługi w działalności na rzecz suwerenności i niepodległości Polski oraz zasługi w pracy duszpasterskiej oraz Krzyż Oficerski Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za pracę społeczną w środowiskach kombatanckich.

Mało kto wie, że wizerunek Matki Bożej Pocieszenia związany jest z osobą Stefana kard. Wyszyńskiego. Jak wiemy – Ksiądz Kardynał od września 1953 roku do października 1956 roku był więziony w różnych miejscach odosobnienia. Od 29 października 1955 roku do 28 października 1956 roku był więziony w klasztorze sióstr Nazaretanek w Komańczy. Dla wspomnienia tamtych wydarzeń przytoczmy tekst z Księgi kultu Matki Bożej przy sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Sanoku: „Ziemię sanocką spotkał nie lada zaszczyt. Wśród jej pięknej przyrody w Bieszczadach, mieszkał przez cały rok prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński. Czasy stalinizmu, lata 1944-1956, to okres wielkiego prześladowania Kościoła w Polsce. Od roku 1948 władze świeckie, komunistyczne, przy pomocy księży, zdrajców jedności kościelnej, tak zwanych „patriotów”, niszczyły instytucje kościelne i utrudniały działalność Kościoła, księży, biskupów: aresztowano, wytaczano im pokazowe procesy, a w prasie ich zniesławiano. Nie było zbrodni, której by księżom nie przypisywano. W obronie Kościoła stanął dzielnie ks. Stefan Wyszyński, biskup lubelski, a po śmierci kard. Hlonda, arcybiskup warszawski, Prymas Polski i kardynał. Na każdym kroku bronił Kościoła w Polsce. Wytykał niesłuszność zarządzeń administracji komunistycznej, protestował u władz za krzywdy wyrządzane Kościołowi, bronił instytucji kościelnych i księży. Na każdy wrogi krok rządu pisał odezwy i interweniował osobiście. Bronił nie tylko Kościoła, ale on jeden, widząc wyzysk i krzywdę Narodu, stawał w jego obronie. Jak za hitlerowskiej okupacji ks. kard. Sapieha miał odwagę upominać się u Niemców o słuszne prawa Narodu, tak w okresie szalejącego stalinizmu tylko kard. Wyszyński miał odwagę ująć się za Polską, za Narodem. Jego orędzia, protesty do rządu były przez ludzi rozchwytywane i czytane. One podnosiły dumę narodową, dodawały sił do stania na straży praw Polski i budziły nadzieję, że jeżeli mamy takiego Prymasa, to jeszcze Polska nie zginęła. Nic więc dziwnego, że władze, chcąc całkowicie poddać Kościół swym rozkazom i wymóc, by służył celom komunizmu, nie mogły znieść Księdza Prymasa, a mając do dyspozycji cały aparat gnębienia, Księdza Prymasa aresztowano. Dwa lata przesiedział w więzieniu. Starano się mu wytoczyć pokazowy proces i wykazać, że jest agentem Watykanu. Jednak nie udało się tego władzom przeprowadzić, bo Ksiądz Kardynał był niewinny. W ogniu doświadczeń ukazała się cała jego piękna postać jako prawego Polaka i wiernego syna Kościoła Katolickiego. Nie mogąc przeprowadzić procesu, zwolniono Prymasa z więzienia i dano Go w miejsce odosobnienia, do aresztu domowego. Na to odosobnienie Prymasa wybrano ładną miejscowość, ale bezludną Komańczę na linii kolejowej Zagórz – Łupków. Umieszczono Go tu w domu sióstr Nazaretanek. Zabroniono mu spełniać jakiekolwiek funkcje, a władze tak wszystko urządziły, by wierni nie mogli się do niego dostać. Było to dalsze więzienie, z tą różnicą, że nie siedział w lochach UB, lecz w pokoju i osobiste warunki miał lepsze, gdyż siostry jak mogły najlepiej służyły „więźniowi Chrystusowemu”.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”