Niebo. Nic mniej, nic więcej

Wincenty Łaszewski

Obraz dla artykułu: Niebo. Nic mniej, nic więcej

Mój znajomy uczestniczył niedawno w korporacyjnym szkoleniu. W pewnym momencie prowadzący spotkanie na temat motywacji w pracy zadał zebranym na sali pracownikom pytanie o cel ich życia. Odpowiedzi padały różne, pewnie w większości dostosowane do oczekiwań pracodawców. Kiedy do opowiedzenia o swoich motywacjach został wywołany mój kolega, powiedział: „Moim celem w życiu jest dostać się do nieba”. Zapanowała krępująca cisza…

Skąd to zdziwienie? Przecież ogromna większość uczestników tego spotkania to byli ludzie wierzący! Wytłumaczenie jest proste: nasz horyzont, położony przez Boga w wieczności, przesunęliśmy ku sobie na odległość zaledwie kilku-, co najwyżej kilkudziesięciu lat. Coś się z nami stało, że – inaczej niż zaprogramował nas Stwórca – żyjąc w doczesności, myślimy o doczesności. A niebo? Usłyszymy odpowiedź: „Zaraz, nie mylmy pojęć. To inny temat”.
Tę „inność” wprowadził w nas grzech. Podzielił nas na „teraz” i „potem”. Teraz jest czas na „teraz”. Na „potem” będzie czas potem. Czyli najważniejszego tematu – tematu zbawienia – w ogóle nie ma w naszych głowach i naszych sercach. Genialna sztuczka diabła!
Jeśli takie jest i moje myślenie, to zły znak – stało się ono „myśleniem tego świata”. Czyli moje serce zajmuje świat; dla Boga pozostaje miejsce gdzieś na marginesie, od święta, poza sprawami, które mnie zajmują na co dzień. Niebo? Potem…

To zdumiewające, że nawet przez myśl mi nie przejdzie, że doczesność i jej sprawy przeminą, że te wszystkie wysiłki to jak rzeźbienie bałwana, gdy ptaki śpiewają na nadejście wiosny. Za chwilę pozostanie tylko ślad naszego trudu w postaci kałuży błota.

Wszyscy lepimy większe i mniejsze bałwany. A powinno być inaczej. Wystarczy przeżyć prawdziwe spotkanie z Bogiem (nawet w formie głębokiej tęsknoty), a od razu zaczynamy pytać o niebo; to, co dzieje się tutaj, przestaje nas zajmować, staje się tylko drogą do celu. Nasze myśli zajmuje wieczność.

Przykład? Spójrzmy na dzieci fatimskie. Wystarczyło pierwsze spotkanie z Maryją, by odkryły piękno Boga. Matka Najświętsza, którą ujrzała trójka pastuszków, była piękna w sposób niewyrażalny słowami, szczęśliwa szczęściem zupełnie innej jakości, cała ze światła… Łucja, Hiacynta i Franciszek zatęsknili za tym, co zobaczyli w Niej. Poznali, że w Maryi mieszka pełnia szczęścia, zobaczyli w Niej spełnienie wszystkich marzeń i snów o czystości, bogactwie, pięknie, spełnieniu. Zrozumiały, że „teraz” tego świata jest niewarte ich najmniejszej uwagi. Hiacynta będzie za chwilę biegać po krzątającym się wśród swoich spraw świecie i wołać w zachwycie: „Jaka Piękna Pani, jaka Piękna Pani!”. Ale świat nie podniesie oczu ku niebu. Jest tyle ważnych spraw…

Z małymi wizjonerami jest inaczej. Czy dziwi, że ich dialog z Matką Najświętszą zaczyna się od pytania dotyczącego prawdziwego sensu życia: nieba?

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”