Błogosławieni, którzy chronią życie

Z Jackiem Pulikowskim rozmawia Anna Artymiak

Obraz dla artykułu: Nienowocześni „oszołomi”

Anna Artymiak: Boże Narodzenie nas wzrusza, śledzimy ciąże znanych ludzi, księżnej Kate, Anny Lewandowskiej, a los nieplanowanych dzieci już nas tak nie wzrusza. Jakie przesłanie płynie dla nas z narodzin Bożego Syna?

Jacek Pulikowski: Świat „nowoczesny” bezbożny i wynaturzony już nie czci Bożego Narodzenia. Obchodzi „święta zimowe”, odarte ze wszystkich symboli religijnych, nawet tradycyjnego żłóbka. „Obchody” sprowadzają się do wielotygodniowego „świętowania” w marketach przez czynienie gigantycznych zakupów. Oferta potencjalnych prezentów jest szeroka… (niebogata, bo myśli ku Bogu nie kierująca).

Żyją jednak jeszcze nienowocześni „oszołomi”, dla których Boże Narodzenie jest… Bożym Narodzeniem. Świętem przypominającym, że Bóg, wcielając się w ciało człowieka, nadał mu niezbywalną godność, a umierając na krzyżu, nadał mu niebotyczną wartość. Te fakty historyczne zadecydowały nieodwołalnie o świętości każdego ludzkiego życia od poczęcia do śmierci.

Mówi Pan o kryzysie męskości w naszym społeczeństwie. Jaka jest rola mężczyzny w ochronie życia poczętego?

Podstawowa. Pierwszą odpowiedzialnością męską jest odpowiedzialność za życie poczęte (por. Familiaris consortio). Żadna kobieta na świecie (będąca przy zdrowych zmysłach) nie targnęłaby się na życie poczęte, gdyby w obronie dziecka stanął jego ojciec. Nie obronienie rodzonego (choć nie urodzonego) dziecka to największa porażka życiowa mężczyzny, jaką w ogóle można sobie wyobrazić. Człowiek „bez troski” o życie własnego poczętego dziecka wyrzeka się swego człowieczeństwa. Pytanie, czy przekroczył próg uczłowieczenia?

Czego współczesny mężczyzna może się nauczyć od św. Józefa?

Troski, poświęcenia dla rodziny i odpowiedzialności. Co w zamian? Gdy zbudzi w nocy żonę, to ona na jego słowo zostawi wszystko i pójdzie za nim na kraj świata. A gdy żona odnajdzie zagubione dziecko, powie: ojciec twój i ja z bólem serca szukaliśmy ciebie…

Słyszałam kiedyś krytykę, że ruchy pro-life są sprawą polityczną. Czy rzeczywiście tak jest? Czy nie jest to zbyt bolesne spłycenie? Co zrobić, by nie stały się tylko polityczną przepychanką?

Gdy politycy negują i depczą prawo naturalne i wynikającą z niej moralność, każde wystąpienie w obronie wartości staje się polityczne. Jest absolutnie uprawnione, bo jest powinnością przyzwoitych ludzi. Gdyby politycy sami uczciwie kierowali się prawdziwymi wartościami… świat stałby się rajem.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”