Odpowiadam miłością jak potrafię

Wincenty Łaszewski

Obraz dla artykułu: Niepodległość nie przyszła znikąd

Rocznica 100 lat od odzyskania niepodległości przez Polskę skłania nas do pytania o nasz patriotyzm dzisiaj. Z ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej przy Stolicy Apostolskiej i Zakonie Maltańskim Januszem Kotańskim, rozmawia Anna Artymiak.

Niepodległość nie przyszła znikąd. Całe pokolenia walczyły, pracowały i modliły się o nią. Dwudziestolecie międzywojenne ukształtowało wspaniałe patriotyczne pokolenie, które zapłaciło wielką cenę krwi za przeciwstawienie się dwóm najgorszym w historii totalitaryzmom: niemieckiemu narodowemu socjalizmowi i komunizmowi. Wojnę przegraliśmy. Polacy nie przestali marzyć o odzyskaniu niepodległości i doń dążyć. Najpierw z bronią w ręku, aż do końca lat 50., następnie idąc pod światłym kierownictwem Prymasa Tysiąclecia, walka ta została przeniesiona na wyższy poziom, poziom duchowy. To była walka o godność człowieka. Potem I Pielgrzymka Jana Pawła II w 1979 roku obudziła ludzkie sumienia, po roku powstała „Solidarność”. Było jasne, że losy komunizmu się rozstrzygnęły. System upadł. Potem nasz patriotyzm był sztucznie tłumiony, celowo pewne kręgi propagowały wstydzenie się polskości, katolicyzmu. Pojawiła się ojkofobia: wstydzenia się tego, kim się jest. To nie ksenofobia nam zagraża, ale ojkofobia. Patriotyzm mylono z szowinizmem. Polacy nie są szowinistami. Oczywiście znajdą się ekstremistyczne ugrupowania, ale u nas skrajna prawica nie zyskuje więcej niż 1,5% głosów w wyborach, i nie jest ona taka, jak ta na Zachodzie Europy.

Jak dziś uczyć młodzież patriotyzmu?

Młodzi ludzie nie bardzo chcą słuchać o patriotyzmie, ale ciekawych historii o niezwykłych ludziach, jak „Inka”, czyli Danuta Siedzikówna, ks. Gurgacz SJ, ks. Michał Rapacz czy ks. Popiełuszko. Kiedy pracowałem w IPN zawsze pokazywaliśmy konkretnych bohaterów. Młodzi mogą wtedy utożsamiać się z nimi i w sposób automatyczny przejmą ich wartości, nie wiedząc o tym, że już stali się patriotami. To zadanie i dla naszego Kościoła, od którego wielu młodych, będących patriotami, dystansuje się. Musimy przypominać też kobiety, jak s. Izabella Łuszczkiewicz. Ta niesamowita szarytka w czasie II wojny światowej zrobiła prawo jazdy na samochody ciężarowe, żeby pomagać Armii Krajowej, NSZ i ukrywającym się Żydom. Po wojnie nadal pomagała ludziom walczącym o niepodległość. Została przez komunistów schwytana, poddana niezwykle okrutnemu śledztwu: trzymana nago w lodowatej celi, bita, nie wydała nikogo. Ta wspaniała siostra wyszła z więzienia pod koniec 1956 roku, zmarła w 1957 roku, bo odebrano jej zdrowie.

Wspomniał Pan postać wielkich patriotów, kard. Wyszyńskiego i Jana Pawła II znanych a nieznanych szerszemu gronu.

Trzeba przypominać ich nauczanie i w Polsce, i tutaj w Rzymie. Pracując w archiwum na Miodowej nad aktami kard. Wyszyńskiego, wiem, ile tam jest jeszcze wiele rzeczy. To jest bogactwo do odkrycia i do opracowania. Mamy postaci, historię, której absolutnie nie musimy się wstydzić, i tylko trzeba pokazać ją w sposób interesujący, mówiąc o ludziach i ich dokonaniach, a są to postaci znakomite.

Kard. Wyszyński świetnie widział patriotyzm: „Wszystko, cokolwiek robię dla Kościoła, robię dla Was, dla Polski”. Powiedział to tuż przed swoim aresztowaniem. Kochał Polskę. Zarazem uczył nas pragmatyzmu. Pokazał, jak wyciągnąć dłoń do Niemców. Jego list umożliwił stopniowy proces pojednania polsko-niemieckiego. To był patriotyzm oparty o najwyższe wartości, pragmatyczny skierowany w przyszłość, ale i żywiołowy.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”