Niepokalanów. Przyjeżdżam jak do domu.

O. JACEK STASZEWSKI OFMCONV

Obraz dla artykułu: Niepokalanów. Przyjeżdżam jak do domu…

Z ADAMEM WORONOWICZEM ROZMAWIA O. JACEK STASZEWSKI OFMCONV

O. Jacek Staszewski:
Adam, jak to się stało, że zagrałeś świętego Maksymiliana?

Adam Woronowicz:
Ja przede wszystkim myślę sobie tak, że to Opatrzność. Tak sobie myślę, że to nie jest przypadek. Oczywiście Michał Kondrat, pewnie pytanie bardziej do niego o poszukiwanie Ojca Maksymiliana, myślenie o tym, żeby to powstało. On się nosił z tym zamiarem już od dłuższego czasu i wpadł na pomysł, ktoś mu podpowiedział? Nie mam pojęcia. Po prostu spotkał się ze mną, zaproponował mi to i ja się bardzo ucieszyłem. Wiedząc, że to jest dokument fabularyzowany, że przede wszystkim głos w tym filmie będzie oddany świadkom, ostatnim świadkom, a my będziemy tylko próbować kilka scen sfabularyzować, to stwierdziłem, że przy tym przedsięwzięciu jak najbardziej. Dla mnie to było niesamowite, bo z jednej strony tutaj postać księdza Jerzego i cała jego droga związana z babcią księdza Jerzego, która gdzieś tam wprowadzała w Rycerza Niepokalanej. Ja sam też wtedy wielokrotnie przyjeżdżałem na pielgrzymki do Niepokalanowa. No i teraz miałbym być świętym Maksymilianem? No to to jest dla mnie bardzo Opatrznościowe. Ja widzę w tym Opatrzność Bożą i tylko tak jestem w stanie o tym myśleć i po prostu Bóg tak chciał pewnie.

O. Jacek Staszewski:
Obserwując cię na planie (miałem tę przyjemność) widziałem, że byłeś do tej roli przygotowany. Jak się do niej przygotowywałeś? Było to czuć, że jesteś w temacie.

Adam Woronowicz:
Na pewno ogromne wrażenie na mnie zrobiła ostatnia pielgrzymka papieża Franciszka do Polski i jego wizyta w Auschwitz. I ja zapamiętałem ten moment, kiedy Franciszek wszedł do celi śmierci i został tam bardzo długą chwilę w tej ciszy i ja stwierdziłem, że wtedy w jakiś taki przedziwny sposób wszystko do mnie gdzieś tam jeszcze bardziej przemówiło. Uświadomiłem sobie, że ta ofiara Ojca Maksymiliana to, co tam się dokonało, to, co tam zrobił zasługuje na to, żeby o tym dowiedział się cały świat. Zresztą, nie bez kozery zrobiło się o Ojcu Maksymilianie przez te wydarzenia bardzo głośno na całym świecie. Wszyscy chcą nagle poznać tego Maksymiliana. Niby mi się wydawało, że on już jest znany. Okazuje się, że jakby nastąpiła jakaś rewolucja informacyjna. Wszyscy chcieli się dowiedzieć o tej historii. Myślę, że ten film też jakby bardzo pomoże w tym. Z tego co mówił Michał, bardzo wielu ludzi już chce, bardzo wiele telewizji na świecie chce ten film uzyskać i móc go emitować. Ale pojechałem z Michałem do Auschwitz, mieliśmy umówioną wizytę. Najpierw było spotkanie u Ojców Franciszkanów w Harmężach w klasztorze, obejrzenie wystawy plastycznej i opowieść nieprawdopodobna i obrazy nieprawdopodobne i jakby uświadamianie sobie czym w ogóle był obóz. To jest nie do opowiedzenia i tez nie do przeżycia. To jest poza nami. Natomiast zacząłem się jakby w tego Maksymiliana coraz bardziej jakby o nim myśleć i próbować go poznać jako postać wyjątkową. I przyznam się szczerze, ostatnim odkryciem (nie będę tutaj reklamował może, ale powiem) o ostatniej biograficznej książce „Kolbe”, którą napisał Terlikowski, i która jest wielka. To jest wielka książka, naprawdę, która pokazuje Maksymiliana. Bo to wszystko, dzieło Maksymiliana ginie trochę w tym pryzmacie Auschwitz. To wszystko ginie, ale to, co on wykonał wcześniej, to ten cały Niepokalanów. To jest jakiś gigant, naprawdę. Człowiek nieprzeciętny. Na pewno [śmiech] takich ludzi dzisiaj nie ma na świecie, oby tacy byli. Ale tak zacząłem sobie myśleć, że po pierwsze to się Maksymilianowi należy, po drugie jest Opatrznościowe, a po trzecie łaska.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”