Ocalił ludzkość, oddając życie

Z JANEM PIETRZAKIEM ROZMAWIA O. ZBIGNIEW DERYŁO OFMCONV

Obraz dla artykułu: Ocalił ludzkość, oddając życie

Pan Jan lubi krótkie pytania i udziela konkretnych odpowiedzi. Wywiad z Panem Janem Pietrzakiem to czysta przyjemność. Nie wysilałem się, zadając skomplikowane pytania. Rzucałem tylko hasłami. On lubi konkret.

O. Zbigniew Deryło:
Bóg, Honor, Ojczyzna…

Jan Pietrzak:
Są jak opoka, na której opieramy swe poczynania, budowanie życiowej drogi a także losu rodziny. Można je uszeregować w takim znaczeniu, że żyjemy dzięki Bogu, by z honorem służyć Ojczyźnie.

O. Zbigniew Deryło:
Modlitwa.

Jan Pietrzak:
Bywają sytuacje bez wyjścia, z których jednak trzeba wybrnąć, zarówno w życiu rodzinnym, jak i szerszym, wspólnotowym. Konieczność podjęcia decyzji, z których żadna nie jest dobra… to są te momenty, w których szukam, a nawet dopominam się Bożej pomocy w modlitwie, w szczególnym skupieniu, oczekując znaku, jakiejś iskry, jak postąpić. I te znaki pojawiały się nieraz w moim życiu. Jest sporo w mej pamięci wydarzeń, których racjonalnie nie jestem w stanie pojąć. Nie wiem, dlaczego zrobiłem tak a nie inaczej. Czuję, że była w tym ręka Boża.

Najbardziej chyba zbliżające do Boga były dni, okresy, kiedy rodziły się dzieci. Mam ich pięcioro. Każde narodziny napełniały mnie szczęściem nieporównywalnym z żadnym innym dobrym wydarzeniem. Każde narodziny to jakby ciąg dalszy narodzenia Bożego. W życiu codziennym natomiast rządzi rutyna, która nieco banalizuje wzniosłe myśli i uczucia, ale utrzymuje nas w rytmie Mszy św., dorocznych świąt, komunii, ślubów i chrztów… Właśnie oczekujemy na kolejnego wnuka. Wielka radość.

O. Zbigniew Deryło:
Matka Boża.

Jan Pietrzak:
To może niezgodne z teologią, ale Matka Boża najmocniej kojarzy się z moją mamą, z czasu szczególnie tragicznego. To był 1942 rok. Niemcy rozstrzelali ojca. Moja przerażona i bezradna mama zupełnie nie potrafiła sobie poradzić z sytuacją. Bardzo często ukrywaliśmy się w kościele i płakaliśmy przed obrazem Matki Bożej… Miałem pięć lat. Moja matka przez wiele lat nie potrafiła się uśmiechać. Ale przetrwaliśmy, co nie było łatwe, w wojennej Warszawie, dzięki tym modlitwom.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”