Ojciec Chrzestny

O. Ignacy Kosmana OFMConv

Obraz dla artykułu: Ojciec Chrzestny

Nie, nie… To nie o słynnym mafioso, capo di tutti capi − Corleone… lub kimś podobnym.

Ojciec chrzestny (chrzestna matka) znany jest w praktyce sakramentalnej Kościoła od IX wieku. Wcześniej świadkami chrztu byli: poręczyciel, pomocnik i rzecznik.

Poręczyciel przyprowadzał katechumena do diakona bądź prezbitera (kapłana) i ręczył za szczerość intencji kandydata do chrztu (dorosłego katechumena). Pomocnik był osobą towarzyszącą przy udzielaniu sakramentu; bywało, że opiekował się kandydatem do chrztu, przygotowując go do przyjęcia sakramentu. Rzecznik natomiast uczestniczył przy chrzcie dzieci − odpowiadał na zadawane przez celebransa pytania w imieniu niemowlaka. Z tych trzech funkcji i posług powstała instytucja rodziców chrzestnych. Chrzestnych było trzech. Dopiero w XVI wieku Sobór Trydencki (1545-1563) postanowił zmniejszyć liczbę chrzestnych do dwóch osób, przez co pojęcie „rodziców chrzestnych” stało się bardziej naturalne.

Kiedy myślę o rodzicach chrzestnych, zwłaszcza o ojcu chrzestnym, przychodzi mi na myśl stary Heli i młody Samuel z biblijnej księgi. Dawne to czasy, sześć wieków przed narodzeniem Chrystusa rzecz się działa.

W górskiej krainie Efraima, w Ramataim, żyli Elkan i Anna. Nie mieli potomstwa. Anna modliła się żarliwie do Boga o syna, odwiedzając corocznie świątynię w Szilo, mieście zasiedlonym przez pokolenie Efraima, na zachodnim brzegu Jordanu. Tam składała ofiarę Jahwe, modląc się słowami starotestamentalnego Magnificat: „Raduje się mój duch w Jahwe. On waży uczynki. Łuk mocarzy łamie, a słabych przepasuje mocą, sprawia, że niepłodna rodzi siedmioro, a wielodzietna więdnie. Jahwe uboży i wzbogaca, poniża i wywyższa. Z pyłu podnosi biedaka, z barłogu dźwiga nędzarza, by go wśród możnych posadzić” (por. 1 Sm 2,1-8). Modląc się tak, obiecała Bogu, że gdy obdarzy ją synem, odda Mu go na służbę w świątyni. I Bóg wysłuchał. Szemuel Jahwe! Dlatego Anna dała synowi na imię − Samuel. Kiedy dziecko przestało ssać piersi matki, ta przyprowadziła go do Szilo. Spełniła daną Bogu obietnicę (1 Sm 1,24-28).

I tu pojawia się „ojciec chrzestny” − kapłan Heli. Jego opiece powierzyła niewiasta swojego syna − na wychowanie i przyuczenie do służby Pańskiej. Heli miał własnych synów, dwóch z nich było jak on − kapłanami. Biblia nie wspomina ich dobrze, nazywa „istnymi synami Beliala, nie zważającymi na Jahwe” (1 Sm 2,12). W istocie byli zwykłymi złodziejami. Okradali Boga z Jego ofiar, wybierając z ofiarowanych baranków i cieląt co smakowitsze kęsy dla siebie. Heli był już wtedy bardzo stary. Ubolewał nad postępowaniem swoich synów. Ci go jednak nie słuchali. Heli całą swoją uwagę i troskę skierował na podopiecznego − Samuela. Ten zaś rósł i coraz bardziej podobał się Bogu, Helemu i ludziom.

Młody Samuel usługiwał Jahwe pod okiem Helego. Pewnego razu, gdy Heli udał się na spoczynek na swoje miejsce, nieopodal przybytku, w którym znajdowała się Arka Przymierza i gdzie zwykł był spoczywać Samuel, Bóg zawołał do młodzieńca. Ten pobiegł do swego nauczyciela i stawił się przed nim, sądząc, że to właśnie Heli go wołał. Heli zdziwił się i odrzekł: „Nie wzywałem Cię, synu!” Sytuacja powtórzyła się trzykrotnie, tej samej nocy. Heli zrozumiał, że to Pan woła Samuela. Rzekł do młodzieńca: „Idź spać, Samuelu. Gdybyś jednak usłyszał jeszcze raz wołanie, odpowiedz: „Mów, Jahwe, Twój sługa słucha Cię”. Heli domyślił się, po natarczywości głosu, że musi pochodzić od Boga.

I rzeczywiście, to sam Bóg wołał do Samuela. Samuel usłyszał jeszcze raz wołanie Pana, który powołał go na proroka. Rankiem otworzył bramy świątyni, obawiał się jednak wyjawić Helemu tajemnicze widzenie. Lecz Heli sam zapytał: „Co to za słowa Bóg wypowiedział do ciebie?” Wtedy Samuel opowiedział o całym zdarzeniu Helemu. Ten zaś odrzekł: „To Jahwe! Niech czyni, co uznaje za dobre!” (por. 1 Sm 3,1-18).

Heli był nauczycielem, przewodnikiem duchowym Samuela. Uczył go służby Bożej. Od tamtego wydarzenia minęło ponad dwa i pół tysiąca lat. Kiedy na świat przyszedł Jezus, głosząc Ewangelię i przynosząc zbawienie, nakazał swoim naśladowcom iść na cały świat i nauczać „wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28,19). Na początku chrześcijaństwa chrzczono osoby dorosłe. Z czasem zaczęto chrzcić małe dzieci, niemowlęta. Wtedy pojawiła się potrzeba osób, które przedstawiłyby Panu nowego wyznawcę oraz służyły pomocą rodzicom w chrześcijańskim wychowaniu swego „podopiecznego” albo poprowadziły go ścieżką Bożą, gdyby zabrakło rodziców. Pomoc chrzestnych ma się wyrażać w sferze duchowej i materialnej.

W czasach starożytnych, wiekach średnich aż po nowożytność, mniej więcej do połowy XX wieku, rodzice chrzestni wywiązywali się − jedni lepiej, drudzy gorzej − ze swoich obowiązków, zwłaszcza gdy idzie o formację duchową swoich „podopiecznych”. Niestety, od przełomu wieków XX/XXI ta dbałość, jeśli w ogóle ma miejsce, ogranicza się jedynie do sfery materialnej, a i to sporadycznie. Coraz częściej rola chrzestnych sprowadza się do posługi kościelnej, uczestnictwa w domowym przyjęciu i przyniesieniu okazjonalnego (okazałego?) prezentu. Potem rodzice chrzestni zapominają o swoim chrześniaku. Często nie wiedzą, gdzie się podziewa, co robi, jak żyje, co się z nim dzieje. Gdy mają ich wielu, nie zawsze potrafią ich policzyć oraz wymienić ich imiona. Drogi Helego i Samuela rozchodzą się. Heli nie czuwa nad formacją Samuela, a Samuel zwykle przebywa w innych przybytkach niż przybytek Pana…

W obecnych czasach sakrament chrztu świętego staje się obopólną udręką − dla chrzestnych i dla proboszcza. Składają się na nią: rozmowa w biurze parafialnym z dezorientowanymi rodzicami chrzestnymi; uciążliwy obowiązek katechezy − i te papiery: akt chrztu, bierzmowania, karteczka z pieczątką lub podpisem spowiednika. Potem jest trochę „przyjaźniej”. Sam chrzest i przyjęcie − coraz częściej w lokalu. Prezenty. I na tym koniec. Chrzestni udają się do swoich zajęć. Odlatują samolotami do Anglii, Irlandii, Belgii − albo zwyczajnie pociągiem do Warszawy.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”