Oto wielka tajemnica powołania

O. IGNACY KOSMANA OFMCONV

Obraz dla artykułu: Oto wielka tajemnica powołania

Był czas, kiedy przyjęcie kandydata do kapłaństwa obwarowane było licznymi warunkami. Przeszkodą było między innymi „pochodzenie”. Jeśli kandydat pochodził z rodziny patologicznej, związku niesakramentalnego czy osób niewierzących, na dodatek jeszcze wrogo odnoszących się do wiary i Kościoła − stanowiło to poważną, często niemożliwą do przejścia, przeszkodę dla młodego człowieka, który w sercu swoim rozpoznał głos Boga. Uważano bowiem, że tylko w zdrowej, katolickiej rodzinie może zrodzić się ziarno rzucone przez Boga i przynieść owoc powołania. Wiadomo przecież nie od dziś, że dobre drzewo dobre rodzi owoce, a złe − złe…

Nie od dzisiaj wiadomo, że wiele sług Pańskich powołanych zostało z rodzin bądź to o wątpliwej reputacji, bądź też zdecydowanie wrogich religii chrześcijańskiej. Żeby daleko nie szukać, wystarczy przypomnieć sobie pewnego ortodoksa, urodzonego w Tarsie, a udzielającego się − i to bardzo gorliwie − w Jerozolimie i innych miastach, nawet tych znajdujących się poza granicami historycznego Izraela, np. Damaszku. Chodzi, rzecz jasna, o niejakiego Szawła z Tarsu. Jego apostolskie powołanie bynajmniej nie zrodziło się w domu. Przeciwnie, gdzieś w drodze. Jego nastawienie nie było bynajmniej przyjazne wobec „nowego Boga”; „Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich […] Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. […] usłyszał głos, który mówił…” (Dz 9,1.3-4). Świadkowie tego wydarzenia oniemieli. Oniemieje też nie jedna rodzina − i to wcale nie ta patologiczna, żyjąca na cywilnym kontrakcie czy ateistyczna − gdy syn powiada rodzicom, że właśnie olśniła go jasność i usłyszał ten jedyny w swoim rodzaju głos. Głos Boga. Głos powołania.

Nie rodzinie zawdzięczał swoje powołanie także Augustyn, biskup Hippony. Ten również usłyszał dziwne słowa − śpiew dziecka-anioła: Tolle, lege! Bierz i czytaj. Sięgnął właśnie do jednego z listów wyżej wspomnianego i niegdyś okrutnego prześladowcy chrześcijan. Trafił na słowa: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości, ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,13-14). W 391 roku został wyświęcony na kapłana.

Przykład jeszcze bliższy: Rajmund Kolbe i słowa Niepokalanej, proponującej mu wybór między koronami… Wybrał wbrew niedowierzaniu najbliższych. Wreszcie, wyznanie najnowsze, najświeższe: „Historia mojego powołania kapłańskiego? Historia ta znana jest przede wszystkim Bogu samemu. Każde powołanie kapłańskie w swej najgłębszej warstwie jest wielką tajemnicą, jest darem, który nieskończenie przerasta człowieka. Każdy z nas kapłanów doświadcza tego bardzo wyraźnie w całym swoim życiu. Wobec wielkości tego daru czujemy, jak bardzo do niego nie dorastamy” (Jan Paweł II, Dar i Tajemnica).

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”