Pan Bóg nade mną czuwał

Piotr Musiał

Obraz dla artykułu: Pan Bóg nade mną czuwał

Wczasy z kolegami w Bułgarii to wielkie przeżycie, którego doświadczyłem. Niech to, co napiszę, będzie przestrogą dla wszystkich, którzy za szybko chcą stać się dorosłymi. Zaczęło się od szybkiej decyzji, że wyjeżdżam…

W czerwcu jechałem z rodzicami na weekend do dziadków, którzy mieszkają w Niemczech, w trakcie podróży dostałem sms-a od kolegi, że planuje wyjazd do Bułgarii ze swoim kuzynem. Napisał mi, czy może też mam ochotę jechać na Słoneczny Brzeg. Zapytałem rodziców i padło hasło, że się zastanowimy, co oznaczało, że raczej się zgodzą.

Szybko odpisałem, że się zgadzam, bo to dla mnie coś nowego – pierwsze wakacje bez rodziców z daleka od domu, pomyślałem, super.

Dojechaliśmy do dziadków i dostałem informację, że bilety na samolot już są kupione, a pieniądze mam zapłacić w dniu wyjazdu, hotel czterogwiazdkowy zarezerwowany. Poinformowałem o tym rodziców, do końca nie byli zadowoleni, zaczęli pisać czarny scenariusz, dawać rady i ostrzeżenia.
Przez cały miesiąc, aż do wyjazdu rodzice mi tłumaczyli, żebym na siebie uważał i miał oczy szeroko otwarte.

W przeddzień wyjazdu poinformowałem moją mamę, że nie chcę jechać, mama porozmawiała z tatą i razem mnie namówili, że skoro już podjąłem taką decyzję i się umówiłem z kolegami, to mam jechać.

Na pocieszenie dodała, że będzie super, ciepła woda, 100% pogoda, fajny hotel i my 18-latkowie, mam spróbować życia.

Dzień wyjazdu, kolejna obawa, pakowałem się w ostatniej chwili, bo kolejny raz chciałem się wycofać. Pożegnałem się z rodzicami i pojechaliśmy z tatą kolegi na lotnisko. Przelot minął szybko, dojazd do hotelu z lotniska był bardzo krótki. Zameldowaliśmy się w hotelu, mieliśmy pokój trzyosobowy, więc cały czas spędzaliśmy razem.

W pierwszy dzień po podróży spędziliśmy czas na basenie, a kolejne już na zwiedzaniu. Drugi dzień podróży okazał się przełomowy, po którym jak najszybciej chciałem wrócić do domu i zapomnieć o wszystkim, co widziałem i co się wydarzyło, a najbardziej, co mnie wystraszyło i przeraziło. Wieczorem z kolegami wyszliśmy na miasto. Z jednej strony normalne kulturalne miasto, a z drugiej strony za murami inna rzeczywistość. Dilerzy, narkotyki, dyskoteki, night cluby, witryny z nagimi kobietami, studia tatuażu – tam wszędzie rządził szatan i za każdym rogiem czyhało zło.

Oczywiście cały czas ktoś nas zaczepiał, namawiał na coś, nie można było spokojnie pospacerować.
Przed jedną z dyskotek, na którą chcieliśmy wejść, zostaliśmy zaczepieni przez ochroniarzy, namawiali nas na narkotyki, darmowe drinki, dawali za darmo podkoszulki, byle tylko namówić na wejście. Staliśmy w trójkę, w pewnym momencie ochroniarz zobaczył na mojej szyi Cudowny Medalik Niepokalanej, wyciągnął szybko rękę i chwycił za niego, a wtedy go odrzuciło, puścił medalik, wyglądało to tak, jakby ten medali go poparzył. Zamarłem, byłem wystraszony, ale czułem, że skoro mam go na sobie, to nic mi się nie może stać. Zobaczyłem kontem oka, że na jego szyi też jest medalik, nawet podobny do mojego, ale z przerażenia nie pamiętam, jak dokładnie wyglądał. Ochroniarz natychmiast powiedział, że mam odejść, a moi koledzy jak chcą, to mogą wejść na dyskotekę. Wycofałem się i spokojnie odszedłem w stronę hotelu.

Kolejne dni spędziłem na plaży i w hotelu z myślami, że chcę jak najszybciej wrócić do domu. Moi towarzysze podróży oczywiście wieczorami chodzili na dyskoteki, ale już sami.

Dziś wiem, że to nie jest mój świat, trzeba mieć silną wolę, żeby ustrzec się przed złem. Możesz być bez pieniędzy, wszystko ci postawią i za ciebie zapłacą, byle tylko namówić cię do złego.
Jednego jestem pewien, że mam przy sobie zawsze najmocniejszą tarczę – Cudowny Medalik Niepokalanej. On chroni mnie od złego.