Odpowiadam miłością jak potrafię

Wincenty Łaszewski

Obraz dla artykułu: Polskie pierwsze soboty

Nabożeństwo pierwszych sobót – czym jest? Jego historia, której przyglądamy się z pobożną uwagą, jest taka zadziwiająca! Choćby dlatego, że w Fatimie Maryja najpierw prosiła o „poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu”, by po chwili wspomnieć też o szerzeniu „nabożeństwa pierwszych sobót”, a siedem lat później (1925) Matka Boża przychodzi do Pontevedra, by najpierw prosić o to drugie! Dopiero cztery lata później będzie tłumaczyła rolę poświęcenia Rosji… Jakby to drugie – nasze nabożeństwo pierwszosobotnie – miało być teraz pierwsze, ważniejsze, podkreślone przez Boga bardziej niż temat poświęcenia Rosji.
…Albo Bóg już wiedział, że zaprowadzenie nabożeństwa pierwszych sobót będzie jeszcze trudniejsze niż jakże trudny proces prowadzący do spełnienia prośby Matki Najświętszej o poświęcenie Jej Sercu kraju, który przez wieki szczycił się tytułem „Domu Maryi”

Szatan naciska hamulec

Okazało się, że Maryja miała rację, zaczynając od tłumaczenia czym jest nabożeństwo pierwszych sobót. Bo od razu pojawiło się tak wiele przeszkód, iż rozwój pierwszosobotniego nabożeństwa na długie lata stanął w miejscu. W kolejnych objawieniach udzielanych s. Łucji Jezus wyjaśniał szczegóły, odpowiadał na pytania, przestrzegał przed lekceważeniem prośby – a tu historia kręci się wciąż w miejscu. Dlaczego? Odpowiedź jest najprostsza z prostych: komuś bardzo zależało, by nabożeństwo pierwszych sobót nie zakwitło w Kościele. Tym kimś był i jest do dziś szatan, który wie, że przez to nowe nabożeństwo będzie tracić duszę po duszy, że w pierwsze soboty Bóg będzie budował sobie w świecie przyczółki do zwycięskiej bitwy, że to nabożeństwo jest szkołą, która rodzi wielkich świętych.

Zdumienie Kościoła

Choć, przyznajmy otwarcie, że istniał jeszcze jeden powód spowalniający rozszerzanie się tego nabożeństwa, i to… kościelny. Hierarchia Kościoła nie sprzyjała nowej formie pobożności, bowiem nabożeństwo pierwszych sobót już istniało, i to niemal od stu lat, i to obdarzane przez Stolicę Świętą wieloma wielkimi odpustami. Ostatni został nadany jeszcze w 1936 roku, więc aż jedenaście lat po objawieniach w Pontevedra, a dziewiętnaście po Fatimie. Nie dziwi, że księża pytali: „Po co nowe nabożeństwo, skoro jest już stare: i to w dwóch formach – nabożeństwo dziewięciu lub piętnastu pierwszych sobót?”.

Rzeczywiście, wszystko to, patrząc po ludzku, wydaje się dziwne. Bóg prosi o nabożeństwo, które już istnieje, i to od lat! Może chce je zreformować tak radykalnie, że będzie „nowe”? Może proponowane przez niego nowe elementy nabożeństwa są dla Niego tak ważne: te proste żądania mają moc ocalenia świata i uzdrowienia Kościoła z chorób, jakie za chwilę go dotkną? A może jest to po prostu próba, na którą wystawia nas Pan: On żąda uwierzenia w rolę orędzia fatimskiego, położenia go przed utartymi schematami, tym, co znane i sprawdzone, tym, co wymyśliła gorliwa pobożność. Tu źródłem nie jest miłość ludzi do Maryi. Tu źródłem jest miłość Boga do ludzi. To istotna różnica. Poza tym może Bóg chciał zachęcić Kościół, by wszedł na drogę ufnej wiary – że Bóg „wie lepiej”, tak jak wchodzili na ścieżkę fatimską kolejni papieże, próbując spełnić drugą prośbę Maryi i poświęcić Rosję Niepokalanemu Sercu. Co, jak wiemy, też okazało się niełatwe. Tu także szatan nie próżnował.

W temacie pierwszych sobót nie próżnował przez dziesiątki lat. Mijały pokolenia, a cztery elementy nabożeństwa (spowiedź, Komunia święta, Różaniec, piętnastominutowa medytacja) połączone wspólnym mianownikiem – wynagradzaniem za grzechy, pozostawały zadaniem nie podjętym przez Kościół.

Nagle… Polska

Do czasu… Bo oto na fatimskiej mapie pojawiła się Polska. Nie dlatego, że uznała, iż ma do spełnienia jakąś Bożą misję… To nie był mesjanizm. To było po prostu pragnienie wypełnienia życzenia Matki Jezusa – jak dziecko chce wykonać to, o co prosi matka… I gdy jeszcze przed chwilą nikt na świecie nie znał i nie praktykował tego nabożeństwa, dziś zaczyna ono z triumfem kroczyć przez świat. Ale początek drogi jest w Polsce, nie w Fatimie. Ale na początku tego marszu był nasz kraj, nie Portugalia.

Wszystko zaczęło się w sercu Polaka. Ks. Mirosław Drozdek – człowiek, który jak nikt znał orędzie z Fatimy i swoją wiarą doceniał rolę wypełnienia próśb Matki Najświętszej – widząc świętość papieża Jana Pawła II i będąc świadkiem jego pierwszosobotniej pobożności, „odkrył” moc pierwszosobotniej szkoły maryjnej. Od razu zaczął ją też propagować w kraju. Od razu też uderzył do samego Watykanu. Podczas jednej ze swoich wizyt przekazał Ojcu Świętemu całość dokumentacji dotyczącej naglącego żądania Maryi, by Kościół poznał i pokochał to nabożeństwo, jak zna je i kocha sam Papież.

Jaka była reakcja Jana Pawła II, który od sierpnia 1981 (po zamachu, w którym ocaliła go Pani z Fatimy) do końca życia odprawiał nabożeństwo pierwszych sobót? Ucieszył się bardzo, po czym nagle posmutniał. Na prośbę ks. Drozdka, by zatwierdził to nabożeństwo dla całego Kościoła pokręcił tylko głową: „Chciałbym, ale nie mogę. Jak mógłbym wezwać wiernych do czegoś, o czym nikt jeszcze nie słyszał?”. Bo nabożeństwo pierwszych sobót było wciąż nieznane… Ks. Mirosław Drozdek zrozumiał, że trzeba o tym nabożeństwie zacząć krzyczeć na dachach…

Wtedy Kościół powie „tak”.

I w Polsce zaczyna się mozolny proces oddolny, budowany w oparciu o zmysł wiary Bożego ludu, który czuł, że w tym nabożeństwie Bóg ukrył ocalenie świata. A może budowany raczej w oparciu o naszą miłość do Maryi? Bo miłość każe nam słuchać próśb naszej ukochanej Matki Bożej. Początkowo żarliwość coraz większej liczby polskich katolików napotykała w wielu miejscach na opór – najpierw szatana, który potrafił nawet wyłączać prąd, mylić ludziom godziny nabożeństw, rodzić podziały, a również lokalnego Kościoła. Słyszeliśmy odmowę… Mówiono: „Nie, bo to nabożeństwo nie jest zatwierdzone”; „Nie, bo już mamy tyle innych maryjnych nabożeństw”. Ludzie nie ustępowali. Ich ewangeliczne pukanie do drzwi kościołów z czasem zaczęło osiągać swój cel. Wpuszczono maryjnych czcicieli do świątyń, by sami lub z kapłanem zaczęli odprawiać nowe nabożeństwo.

To była prosta konsekwencja tego, że Kościół powiedział w Polsce „A” – że w niemal każdej świątyni znalazła się figura Matki Bożej fatimskiej, która odbierała od wiernych cześć. Nie można było nie powiedzieć „B” – usłyszeć Maryjnej prośby o pierwsze soboty. Tym bardziej nie było można, skoro cześć Pani z Fatimy w naszej Ojczyźnie narastała z roku na rok, aż w końcu w portugalskim sanktuarium właśnie Polacy stali się największą grupą pielgrzymów!

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”