Artykuły


Różańcowi

„Klepią” swoje paciorki, a świat pięknieje i staje się łagodniejszy i nie przyjdzie im do głowy, że to wyższa jazda duchowości.

Różaniec. Modlitwa wychwalana pod niebiosa i wyszydzana. Historycy twierdzą, że to nasza, zachodnia wersja modlitwy Jezusowej. Opisują, jak się kształtowała, wskazują źródła i gorących propagatorów. Pierwsi byli dominikanie, co potwierdzają licznie usytuowane w kościołach obrazy, przedstawiające Matkę Bożą, wręczającą różańce św. Dominikowi i św. Katarzynie ze Sieny.
Z upływem lat stał się najbardziej popularną, po Ojcze nasz modlitwą Zachodu. Zachował moc nieustannego powtarzania imienia Jezus (ponad osiemdziesiąt razy), ale w natchnieniu zapewnił wstawiennictwo Matki Bożej. Zawiera Ojcze nasz i Pozdrowienie Anielskie, zawiera w sobie historię Zbawienia, ale widzianą oczyma Maryi, jest więc kondensacją nieziemskiej łaski
i mocy, która potrafi wystrzelić modlącego się w niebo.

Z drugiej strony Różaniec stał się przysłowiowy, gdy kogoś chce się określić jako dewotę. „Klepanie zdrowasiek” stało się synonimem jałowych wysiłków, które uosabiają stare, wiejskie kobiety w chustkach na głowie, mamroczące coś pod nosem w kościelnych ławach. Krytycy mają rację, gdyż niewątpliwie, w modlitwie wskazany jest wysiłek, skupienie i mobilizacja, a co do owocności – tego nikt nigdy nie może wiedzieć na pewno, dlatego łatwo oskarżać kogoś o jałowość.

Więcej, czytaj w najnowszym numerze Rycerza Niepokalanej