Uratował jak w Oświęcimiu

O. Robert M. Stachowiak OFMConv

Obraz dla artykułu: Uratował jak w Oświęcimiu

To już kolejne, powojenne świadectwo wstawiennictwa Ojca Kolbego. Tym razem jest to opowiadanie ze Sokolnik.

Od zarania swego życia, zawsze i we wszystkich przejawach uciekałem się do Niepokalanej i nigdy nie byłem opuszczony. Rzuciwszy myślą na fragmenty przeżyć wojennych czasów, w których Niepokalana, nie szczędząc mi krzyży, taką nade mną miała opiekę, że czuję się niegodnym Jej łaski.

W walkach na froncie w roku 1939, patrząc każdej chwili w oczy śmierci, miałem tarczę Cudownego Medalika oraz myśl zwróconą do Niepokalanej, wyszedłem cało spod gradu kul, choć byłem głuchy przez dwa tygodnie od ustawicznej kanonady. Po powrocie z frontu stanąłem w obronie ks. Lewkowicza z Siderki i z tego powodu zagrożono mi rozstrzelaniem i przez całą noc straszono mnie, wyprowadzając na rozstrzał.

24 czerwca 1942 roku zostałem dołączony do owej pamiętnej grupy trzynastu rozstrzelanych w Siderce przez Niemców, gdzie nawet dwojgu dzieciom nie darowali życia, a mnie puścili, bym przeżywał nadal czas udręki i strachu oraz przymusowych robót, wywóz do łagru w Grodnie itp.
W lipcu 1946 roku po przyjeździe na ziemie odzyskane, zostałem bardzo ciężko oskarżony z żoną o rzekome zbrodnie przeciw Ojczyźnie, której po latach niewoli czekaliśmy. W tym oskarżeniu znany nienawistnik wszystkiego, który mawiał, by jeszcze raz tyle Polaków zginęło, bo to za mało, wylał całą plejadę niedorzeczności i oszczerstw przeciw nam, bo i milicja uznała podłość jego oskarżeń i krętactw.

PEŁNY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ
W PAPIEROWYM WYDANIU “RYCERZA NIEPOKALANEJ”